Translate

środa, 27 lutego 2013

#Louis + smutny ze szczęśliwym zakończeniem cz.1/4

Zmieniam tytuły postów. Imaginy będę zapisywać tak : np. #Harry + smutny, jak będzie smutny itd.
Oj coś słabo komentujecie ;/  przykro mi z tego powodu i nie wiem czy dalej je kończyć .... może dodam ostatni rozdział w którym wszystkich pozabijam  xd nie to chyba kiepski pomysł, chociaż ... ; )
ok ja jako beztalencie dodaję wam tego imagina o Lou ale wiem że wam się nie podoba chcecie żeby było dalej ? komentować i wyrażać swoje opinie, hejty itd. a co do tamtego rozdziału KOMENTARZ = SZACUNEK DO AUTORA  możecie nawet głupią buźkę typu :   ";)" wpisać w komentarzu i będzie git
_________________________


Jenn nigdy nie przewidywała, że może znaleźć się w tak wielkiej rozpaczy. Nigdy nie myślała, że może spotkać ją coś gorszego niż to, co od jej trzynastych urodzin robił jej ojczym. Idąc Cross Avenue, ocierała łzy spływające jej po policzkach. Pomyliła się. To przekonanie  nie dawało jej  spokoju. Kiedy wyjechała z domu na studia, przysięgła sobie, że nigdy nie da się skrzywdzić. Teraz wszystko leżało w gruzach. Znowu stała się ofiarą, w dodatku przez własną głupotę. Jenn, tak naprawdę Jennette Donovan, była dwudziestojednoletnią absolwentką  literatury londyńskiego uniwersytetu. Była dość wysoka i chuda. Jej długie włosy koloru kasztanowego brązu łagodnie spływały po ramionach. Niebieskie oczy hipnotyzowały każdego, kto tylko w nie spojrzał. Zapewne dlatego tak unikała kontaktu wzrokowego z innymi ludźmi. Młoda kobieta zawsze wierzyła, że oczy są wrotami duszy. Bała się, że kto w nie spojrzy, od razu zobaczy całe cierpienie i zło, jakie spotkało ją w życiu, a życie naprawdę miała ciężkie. Urodziła się i wychowywała w Walii. W pięknej, romantycznej krainie, która właśnie w taki sposób została opisana przez wielu autorów wiktoriańskich romansów. Tak naprawdę dla Jennette było to miejsce straszne, przerażające. Samo wypowiedzenie jego nazwy powodowało u dziewczyny zimny dreszcz przechodzący niczym złodziej po jej plecach. Jenn nie miała rodzeństwa. Urodziła się 25 lutego 1991 roku w jedną z najmroźniejszych zim stulecia, w pięknym  wiktoriańskim domku. Jej matka, teraz czterdziestopięcioletnia Amelie Donovan, nadal mieszkała ze swoim drugim mężem w tym samym domu, w którym na świat przyszła jej córka. Była kobietą nieugiętą i bezkompromisową. Była sędziną w jednym  z najważniejszych walijskich sądów. Po dokładnym prześledzeniu jej życia można by dojść do wniosku, że całe jej życie jest udane pod względem sukcesów zawodowych, jak i życia prywatnego  Poza jednym małym szczegółem z przeszłości, głęboko wypartym z jej świadomości wskutek szoku i rozpaczy, kiedy była jeszcze świeżo upieczoną matką dwuletniej Jennette, szczęśliwą żoną swojego pierwszego męża Donatan’a Donovana, który był jej prawdziwą miłością od czasów szkolnych. Donatan Donovan był jednym z najlepszych adwokatów specjalizujących się w przemocy w rodzinie. Był człowiekiem dobrym, wrażliwym i czułym na ludzką krzywdę. Zapewne dlatego pomagał każdemu, komu działa się krzywda, nawet tym z ulicy. Do jego kancelarii zawsze ciągnęły tłumy. Zazwyczaj były to skrzywdzone kobiety z dziećmi na rękach błagające o pomoc. Don nigdy nie miał serca brać od nich pieniędzy za świadczone usługi. Pewnie dlatego zwykle na koniec roku jego bilans przychodów zawsze wychodził na minus. Na szczęście pochodził z bogatej rodziny, nie musiał martwić się o pieniądze. W środowisku adwokackim cieszył się opinią skutecznego filantropa czy też rycerza na białym koniu. Jedno można było powiedzieć na pewno: był dobrym adwokatem, mężem i ojcem. Amelie i Jennette  kochał najbardziej na świecie. Umarł  w wieku trzydziestu lat. Zginął w wypadku samochodowym, wracając po rozprawie sądowej do swojej kancelarii. Ciężarówka zmiażdżyła jego samochód, zderzając się z nim czołowo. Nie miał szans na przeżycie. To zdarzenie okazało się największym ciosem w życiu Amelie .Po śmierci ojca Jenn nie mogła zrozumieć, co to znaczy, że umarł. Przecież był, a teraz go nie ma. Miała wtedy zaledwie dwa lata. Jej kasztanowa czuprynka nie była w stanie tego ogarnąć. Czuła tylko smutek. Był wręcz namacalny, jej mama była inna… jakby gdzie indziej. Dziewczynka była przestraszona. Już nie czuła spokoju i bezpieczeństwa, jakie wnosił każdego dnia do ich domu Donatan. W niegdyś pełnym śmiechu i humoru domu panowała cisza i pustka. Miała to być przepowiednia dramatycznych wydarzeń jej życia zapoczątkowanych przez utratę ojca…
Chcecie dalej ?? Komentować ... ;) / Nallie <3

4 komentarze:

  1. Koncz :)) nie jestes beztalenciem super czekam na kolejna czesc ;) i rozdzial oczywiscie :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. huhu czekam na kolejny imagin ^^

    OdpowiedzUsuń

Witajcie ! ;)

Hej . Witam was serdecznie na moim blogu ! Będę to kilka razy w tygodniu zamieszczać coś o One Direction . Nie mogę się dokładnie określić ale, myślę że będą to opowiadania , imaginy i takie krótsze opowiadania . Oczywiście o chłopcach z 1 D .
Dziękuję za każdy komentarz pod moimi postami które już za nie długo tutaj zamieszczę prawdo podobnie w piątek . W takim razie nie przedłużam i życzę miłych wrażeń podczas czytania mojego bloga.!

~ Nallie ;**